wtorek, 28 września 2010

Pierwsza notatka z Brukseli. Kurczę, zleciał mi ten pierwszy tydzień niesamowicie szybko!
Podróż była niezbyt przyjemna - najpierw opóźniony samolot, później okropne problemy z ciśnieniem przez ponad 30 minut, z bólu chciało mi się wyć.. Na lotnisku w Brukseli uświadomiłam sobie, ze nie mam numeru telefonu do mojej rodziny, nie pamiętam jak wyglada host-tata który miał mnie odebrać i się przeraziłam. Czekanie było masakrycznie stresujące, ale w końcu zobaczyłam karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem ;)
Generalnie ten tydzień to chaos nieopisany - najpierw weekend w Paryżu (niby fajnie, ale w praktyce trochę on utrudnił wszystko), później host-mama wyjechała na dwa dni, więc nie mogła mnie dalej wprowadzać w system, teraz środa bedzie normalna, a od czwartu zaczyna się hardcore - rodzice wyjeżdżają na 3 dni..
Niby nic wielkiego, ale będąc nie do końca wprowadzonym w życie tutejsze, lekko mnie to przeraża.

Generalnie rodzina jest fantastyczna! Pierwsze wrazenie sprawiają bardzo dobre, są otwarci i sympatyczni, pomocni. Wydaje mi się, że relacje host-rodzice - ja będą świetne albo przynajmniej dobre - czuć to w atmosferze panującej w domu.
Dzieci są ułożone i dobrze wychowane. Pomocne wobec siebie nawzajem. W tym momencie cieszę się, ze jest ich czworo :) Dwoje starszych, 11 i 10 lat, to moje prawe ręce. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Pomagają mi z młodszymi, kiedy mam z nimi problemy (głównie językowe, bo maluszki są oporne do angielskiego, więc starsze tłumaczą im po francusku lub włosku).

Podoba mi się bardzo ich dom - jest duży, wystylizowany jak z magazynu (w końcu mama jest dekoratorką i projektantką a tata architektem), ale czuć w nim swojską, rodzinną atmosferę. Widać, ze ktoś w nim mieszka, bo pomimo ogólnego porządku rzeczy nie leżą perfekcyjnie poukładane, mogą zmieniać miejsce.
Moj pokoik jest na drugim piętrze, więc codziennie przebiegam masę schodów - schudnę bez uprawiania sportu :D
Rodzina ma dwa minusy - języki, którymi mówią i sposób żywienia.. Wszystko jest bio, eko i jak najzdrowsze. Nie piją mleka krowiego, bo jest niezdrowe, nie łączą ciasteczek z mlekiem sojowym, bo się nie wchłania coś tam, itp,itd. Masakra.
Całe szczęście zdarza im się jeść lay'sy czy czekoladę ;)
Aaa, no i dziś znalazłam normalną kawę :D

Niezbyt poznałam jeszcze okolicę, ale to co widziałam, wyglada ciekawie. Miasto ma niską zabudowę, więc równoczesnie dużą powierzchnię. Pełno tu zieleni - parki i laski są wszędzie, co jest bardzo na plus.
Jazda autem jest tu lekką szkołą przetrwania ;D parkowanie równoległe nie jest moim ulubionym, szczególnie jeśli muszę je zrobić autem- krową ;/ no ale na szczęście, poza wielkim nissanem pathfinderem mogę jeździć maleńkim fiatem 500 :) żadne auto nie jest tylko dla mnie, ale to nie problem - komunikacja miejska działa swietnie, jest szybsza niż stanie w korkach i szukanie parkingu :)

Matko! Miałam napisac dwa zdania, a wyszło troszkę więcej :)
A jeszcze tyle wrazeń do opisania!

środa, 22 września 2010

first Brussel, then Paris

To już dziś! Lecę za 5 godzin i 47 minut xD
Nie mogę się doczekać ;D
walizki spakowane, niestety muszę zostawić połowę tego, co chciałam zabrać - niewykonalne, zmieścić się w 20 kilogramach na trzy miesiące zimowe..
Podziwiam dziewczyny lecące do USA z garderobą całoroczną ;D Gratuluję umiejętności pakowania xD

Jak w tytule, do piątku jestem w Bruskeli, a później Paryż na weekend ;D
Szał ciał normalnie ;D
Sobota z babeczkami :*

Nie wierzę, że lecę.

Ostatnie buziaki z Polski :*

niedziela, 19 września 2010

...

Pierwsze pożegnanie za mną.. Ryczę jak głupia, chociaz Im nie potrafiłam się przyznać..
Kocham Was moi kochani ;*
Jestem przeszczęśliwa, że mogłam Was poznać, że spędziłam z Wami tyle cudownych chwil..
Dziękuję Wam za to, że byliście, że jesteście, że Was mam..
Kiedy wychodziliście, mówiłam pełna entuzjazmu - do zobaczenia Kochani!
Mam nadzieję, że to się nie zmieni, że jeszcze Was spotkam.. Że jeszcze nie raz razem się napijemy, będzimy się bawić, jak na najlepszej Czernikowickiej imprezie..

Nie jestem chyba gotowa stawić czoła obcemu światu.. Pragnę dalej tego, co znajome i bliskie..

piątek, 17 września 2010

Everything is going to be crazy! :D

Czas leci zdecydowanie za szybko!!
Nie wiem za co mam się chwycić, żeby ogarnąć wyjazd ;D
I tak, zakupy robię codziennie, bo codziennie o czymś nowym sobie przypominam ;D
Codziennie zabieram się do selekcji rzeczy potrzebnych, ciuchów na start itp i zawsze kończę na otwarciu szafy i stwierdzeniu - mam czas ;D
Planuję ogarnąć notatki jęzkowe, zeby zabrać co poniektóre na początek, żeby mi było łatwiej i co? Oczywście skonczyło się na przyniesieniu zeszytów i podręczników z piwnicy xD

Ja nie wiem, jak ktos za mnie tego nie zrobi, to chyba polecę z samym laptopem xD

A ekscytacja rośnie z dnia na dzień! Dziś hostka napisała mi mejla z różnymi datami wakacji i miejscami ich spędzania. Jednym słowem - szok!!
To będzie bardzo międzynarodowy rok, coś czuję ;D
Zaraz po moim przyjeździe jedziemy do Paryża :D:D na weekend :D
Banana mam na gębie cały dzień przez to ;D
A tam jeszcze moje baby przecież! Spotkanie na Champs Elysees, czy coś!
Jezu, umieram z podekscytowania! :D

--> Bo w życiu piękne są tylko chwile <--
Za więcej takich chwil, kiedy człowiek śmieje się sam do siebie, dam się pokroić :)

poniedziałek, 13 września 2010

No więc po wczorajszym wnerwie nie pozostało śladu. Ochłonęłam, rozwiązałam umowę z P. (Panie się baaaardzo zdziwiły, stwierdziły że biuro działało bez zarzutu), jestem oficjalnie 5 stów w plecy i nie wiem, czy śmiać się czy płakać...

A poza tym, to jestem w świetnym nastroju:) Żyję już tym wyjazdem, nie mogę się go doczekać:) dziś chciałam załatwić sobie ubezpieczenie, i zaliczyłam małego zonka - wiecie, że firmy takie jak pzu czy hestia wołają 1600 (!!!) złotych za roczne ubezpieczenie przy pobycie za granicą
I najlepsze: ubezpieczenie różni się dosłownie kilkoma detalami od karty np euro<26
Także ciekawie mają :D

A do tego mam dylemat - jak się spakować, żeby nie przeroczyć 20kg.. haha, impossible ;D

niedziela, 12 września 2010

why things change so fast?

Stało się to, czego bałam się najbardziej, że się wydarzy....
Zarezerwowałam bilet do Brukseli, a kilka godzin później dostałam ofertę z Ameryki... Z biura oczywiście...
Jestem lekko podłamana. Tak długo czekałam, żeby coś się zaczęło dziać z tym wyjazdem, a kiedy już zabrakło mi czasu na czekanie i zdecydowałam, że wyjadę do Europy, pojawiają się oni...
Kiedy podejmowałam decyzję o krajach nieco nam bliższych niż USA, moja mama mówiła: zobaczysz, ty wybierzesz rodzinę tutaj, a wtedy ruszy lawina z ameryki.. Śmiałam się z tego, mówiłam: Jasne, nagle mój profil stanie się hitem wśród rodzin... Tak bardzo w to nie wierzyłam, tak bardzo nie chciałam mieć racji..
Generalnie problemu by nie było - rodzina i tak mi się nie podoba, nie poleciałabym do nich.. Ale chodzi o prorocze wręcz słowa mamy... Co, jeśli dalsza część też się sprawdzi, i poza tą jedną rodziną pojawią się inne, a w tym jakaś wyjątkowa?
Nie mam aż tyle zbędnej kasy, żeby kupować bilety a potem je wyrzucać, niestety :(

Mam ochotę użyć jednego, niecenzuralnego słowa wobec całej tej sytuacji... Ale użyję innego..
Cholera jasna no ;/

sobota, 11 września 2010

Details

No więc ochłonęłam, odespałam i mogę zabrać się do napisania czegoś więcej niż dwa słowa euforii:)
Po 95 dniach oczekiwania pełnego mieszanki skrajnych uczuć, wreszcie znalazłam swój match. Nie napiszę, ze jest perfect, bo to się okaże w praniu, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że do tej rodziny poczułam to 'coś', kiedy z nimi rozmawiałam :)
Niestety, sen o Ameryce się nie spełnił (nie w tym roku bynajmniej xD ) i w efekcie wyląduję w miejscu, jakiego najmniej się spodziewałam. Wręcz nawet przez myśl mi ono nie przeszło :)
Lecę do Brukseli, do rodziny francusko- włoskiej, z czwórką dzieci :D haaha, wieem, szalona jestem xD
no ale myślę, ze nie będzie tragedii - dzieci mają 11, 10, 6 i 5 lat, trzy dziewczynki plus chłopak. Pracować będę głównie z dwójką młodszych, starsze są podobno bardzo samodzielne i ja będę jedynie ich taxi serwisem oraz kucharką :)
wiadomo, w praktyce pewnie wyjdzie to inaczej, no ale jest okej :)
czas pracy i warunki wyglądają na bardzo w porządku, życzyłabym sobie żeby tak było na prawdę :D

Lecę już 22 lub 25, także strasznie szybko teraz się będzie wszytsko działo.. Tyle rzeczy do zrobienia, kupienia, ogarnięcia. Aaaaa! Aż się tego boję..
No ale, dam radę! :D
Nie wierzę, że to się wreszcie dzieje! Że i ja się doczekałam wyjazdu :)
Niestety, przypuszczam ze się doczekałam bo zorganizowałam go sobie sama... Tzn olałam biuro i znalazłam rodzinę na własną rękę.
Na biurze bardzo się zawiodłam, muszę się jakoś wykręcić z umowy... Macie rady jak to zrobić? xD
Chociaż w sumie to oni nie dotrzymali warunków umowy, ale wiadomo jak to jest, zawsze winny jest klient ;/

Swoją drogą, ciekawe jak to się dzieje, że agencja nie ma dla mnie żadnych ofert, podczas gdy na stronach dla au pair mój profil dużo skromniejszy budzi spore zainteresowanie...

 Szkoda tylko, że się z Wami dziewczyny w USA nie spotkam :(
Uważam to jak na razie za jedyny minus :P

Doczekałam się :D

Dosłownie dwa słowa :D JADĘĘĘĘ!!! AAAA!!!

Więcej jutro, bo dziś padam :)