Pierwsza notatka z Brukseli. Kurczę, zleciał mi ten pierwszy tydzień niesamowicie szybko!
Podróż była niezbyt przyjemna - najpierw opóźniony samolot, później okropne problemy z ciśnieniem przez ponad 30 minut, z bólu chciało mi się wyć.. Na lotnisku w Brukseli uświadomiłam sobie, ze nie mam numeru telefonu do mojej rodziny, nie pamiętam jak wyglada host-tata który miał mnie odebrać i się przeraziłam. Czekanie było masakrycznie stresujące, ale w końcu zobaczyłam karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem ;)
Generalnie ten tydzień to chaos nieopisany - najpierw weekend w Paryżu (niby fajnie, ale w praktyce trochę on utrudnił wszystko), później host-mama wyjechała na dwa dni, więc nie mogła mnie dalej wprowadzać w system, teraz środa bedzie normalna, a od czwartu zaczyna się hardcore - rodzice wyjeżdżają na 3 dni..
Niby nic wielkiego, ale będąc nie do końca wprowadzonym w życie tutejsze, lekko mnie to przeraża.
Generalnie rodzina jest fantastyczna! Pierwsze wrazenie sprawiają bardzo dobre, są otwarci i sympatyczni, pomocni. Wydaje mi się, że relacje host-rodzice - ja będą świetne albo przynajmniej dobre - czuć to w atmosferze panującej w domu.
Dzieci są ułożone i dobrze wychowane. Pomocne wobec siebie nawzajem. W tym momencie cieszę się, ze jest ich czworo :) Dwoje starszych, 11 i 10 lat, to moje prawe ręce. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Pomagają mi z młodszymi, kiedy mam z nimi problemy (głównie językowe, bo maluszki są oporne do angielskiego, więc starsze tłumaczą im po francusku lub włosku).
Podoba mi się bardzo ich dom - jest duży, wystylizowany jak z magazynu (w końcu mama jest dekoratorką i projektantką a tata architektem), ale czuć w nim swojską, rodzinną atmosferę. Widać, ze ktoś w nim mieszka, bo pomimo ogólnego porządku rzeczy nie leżą perfekcyjnie poukładane, mogą zmieniać miejsce.
Moj pokoik jest na drugim piętrze, więc codziennie przebiegam masę schodów - schudnę bez uprawiania sportu :D
Rodzina ma dwa minusy - języki, którymi mówią i sposób żywienia.. Wszystko jest bio, eko i jak najzdrowsze. Nie piją mleka krowiego, bo jest niezdrowe, nie łączą ciasteczek z mlekiem sojowym, bo się nie wchłania coś tam, itp,itd. Masakra.
Całe szczęście zdarza im się jeść lay'sy czy czekoladę ;)
Aaa, no i dziś znalazłam normalną kawę :D
Niezbyt poznałam jeszcze okolicę, ale to co widziałam, wyglada ciekawie. Miasto ma niską zabudowę, więc równoczesnie dużą powierzchnię. Pełno tu zieleni - parki i laski są wszędzie, co jest bardzo na plus.
Jazda autem jest tu lekką szkołą przetrwania ;D parkowanie równoległe nie jest moim ulubionym, szczególnie jeśli muszę je zrobić autem- krową ;/ no ale na szczęście, poza wielkim nissanem pathfinderem mogę jeździć maleńkim fiatem 500 :) żadne auto nie jest tylko dla mnie, ale to nie problem - komunikacja miejska działa swietnie, jest szybsza niż stanie w korkach i szukanie parkingu :)
Matko! Miałam napisac dwa zdania, a wyszło troszkę więcej :)
A jeszcze tyle wrazeń do opisania!
No pisz tu wszyyyystko , bo ja ciekawa jestem :D ale co jak co jesteś hardcorem!! tyle języków te dzieci umią w tak młodym wieku ze aż mnie na podziw dla nich zbiera :)Trzymaj sie tam! :)
OdpowiedzUsuńa mnie czeka dziś seria pożegnań ze znajomymi.. buu :(
:*
buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu, where sre You?;>
OdpowiedzUsuń